~ ZAWIESIŁAM SIĘ ~
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prezenty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prezenty. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 stycznia 2014

Poświąteczne porządki :-)

Przywołana do porządku przez Kasię (dziękuję!), postanowiłam nadrobić nieco zaległości blogowych. Nie zdążyłam złożyć Wam życzeń świątecznych, więc teraz przesyłam najlepsze życzenia noworoczne - oby 2014 rok był pełen sukcesów i pozytywnych emocji! :-)

Moje tegoroczne przygotowania świąteczne rozpoczęłam od ozdób choinkowych. Poza gwiazdkami z makaronu, które pokazywałam już rok temu, zrobiłam także serduszka z glinki samoutwardzalnej, na których za pomocą stempli odcisnęłam wzory, które następnie lekko pokolorowałam złotą farbą akrylową. Udało mi się osiągnąć efekt, jaki sobie wyobrażałam i tym samym postanowiłam, że to nie koniec mojej przygody z glinką.


Później zaczęłam piec ciastka. Ponieważ nie spodziewaliśmy się dużej liczby gości, w tym roku postawiłam na te małe wypieki, które łatwiej transportować niż ciasta (choć na stole i tak królował czekoladowy tort z powidłami), a wiele z nich można przechowywać w puszkach nawet przez kilka tygodni. Te czekoladowe ciastka to mój osobisty tegoroczny hit i na pewno często będę wracać do tego przepisu.


Zastanawiałam się też nad ręcznie robionymi drobiazgami dla moich bliskich. Przez kilka tygodni notowałam różne pomysły i ostatecznie upiekłam choinki z piernika oraz przygotowałam bakalie w miodzie. Nie zapomniałam również o kartkach z życzeniami - w tym roku postawiłam na minimalizm, nie chciałam bowiem, by forma była ważniejsza od treści.




Oczywiście nie mogło zabraknąć dekoracji. Święta kojarzą mi się ze światłem - zarówno tym elektrycznym, jak i ciepłym światłem świec. Różnorakie lampki i girlandy wieszam nie tylko na choince. A na stole, tradycyjnie, wieniec adwentowy. W tym roku jego luźna interpretacja, czyli cztery czerwone świece na białej tacy, na której ułożyłam gałązki igliwia. Święta już minęły, a my codziennie wieczorem zapalamy świece...



I oczywiście prezenty! Przypuszczam, że Mikołaj (a w Wielkopolsce - Gwiazdor) zauważył wreszcie moje dobre serce, bo znalazłam pod choinką wiele wspaniałych upominków. Nie ukrywam jednak, że najlepszym była gra planszowa Robinson Crusoe. Niesamowita zabawka, która zapewnia nam wiele frajdy na długie, zimowe wieczory. Co prawda przerobienie instrukcji zajęło nam prawie dwa tygodnie, ale rozegranie pierwszej partii - choć nie zakończyła się ona powodzeniem - przyniosło wiele satysfakcji.


Na dziś to wszystko, uciekam do planszy, bo trafił nam się chętny do gry trzeci zawodnik (może to zwiększy nasze szanse na przetrwanie?). Zapowiadam drugą część świątecznej fotorelacji, więc zaglądajcie - i spodziewajcie się moich odwiedzin na swoich blogach. Dobrego wieczoru! :-)

poniedziałek, 8 października 2012

Prezent od Hanulki

Na pewno miewacie takie dni, kiedy po powrocie do domu najchętniej zasunęlibyście rolety i zabunkrowali się pod ciepłym kocem. Ja dziś taki miałam. Niby wszystko w porządku, niby nic złego się nie stało, ale coś sprawiło, że opuściły mnie życiowe siły i entuzjazm. Tymczasem wystarczyła jedna drobna niespodzianka, by  uśmiech pojawił się na mojej twarzy :-) A była nią wyczekiwana przeze mnie przesyłka z Hanulkowego Domu.

Wszystko zaczęło się od tego cudownego obrusu, który wyszedł w maju spod rąk Hanuszki. Urzekł mnie ten wzór i oczyma wyobraźni widziałam taki obrus w naszej kuchni. Uśmiechnęłam się więc z prośbą o wzór i oto dzisiaj dotarła do mnie jego kserokopia. Mam jednak wrażenie, że Bożena nie byłaby sobą, gdyby nie dołączyła do przesyłki listu z bardzo ciepłymi słowami (dziękuję za każde! :*) oraz kilku cudownych drobiazgów - serwetek, muliny oraz fantastycznych zawieszek pachnących lawendą!



Kochana Hanuszko, dziękuję Ci za wszystko, naprawdę idealnie trafiłaś z terminem wysyłki, bo właśnie dziś potrzebne były mi takie słowa! Obiecuję relacjonować postępy w pracy nad obrusem, mam nadzieję, że w razie wątpliwości mogę liczyć na Twoje rady. Dziękuję serdecznie! :*

wtorek, 7 września 2010

Lubię...

Karolka oraz ArteBanale zaprosiły mnie do zabawy w "Lubię". I mam problem - bo ciężko mi będzie wybrać tylko 10 regulaminowych słabości... niestety, mam znacznie więcej nałogów :-) Wymienię więc te, które jako pierwsze przyjdą mi na myśl.

Lubię:
1) ludzi. Ciekawych i intrygujących. Takich, z którymi można porozmawiać o wszystkim bez skrępowania. Dosłownie o wszystkim;
2) kawę. To jedyna używka, której uległam - i wcale nie mam zamiaru z tym walczyć. Kawa kojarzy mi się ze wszystkim, co mocne, tajemnicze, zmysłowe;
3) pisać listy. Nie maile, tylko tradycyjne listy. Ciepłe, jesienne popołudnia lubię spędzać na tarasie, owinięta kocem, z kubkiem gorącej herbaty i notatnikiem na kolanach;
4) muzykę. Zarówno grać, jak i słuchać. Na koncertach i w domowym zaciszu. Ale najbardziej lubię założyć słuchawki na uszy i idąc przez miasto, być w zupełnie innym świecie;
5) tańczyć. Tak wiele myśli można wyrazić w tańcu! Gra nie tylko muzyka, grają też spojrzenia, grają emocje i zmysły... Najpiękniejsza forma mowy ciała;
6) czytać. Jestem molem książkowym. To chyba efekt traumy, jaką przeżyłam w zerówce, kiedy to nie mogłam nauczyć się czytanki o Ali i jej kocie ;-) Kiedy już przebrnęłam przez ten tekst, literaturę różnej maści zaczęłam połykać;
7) noc. O tak, jestem nocnym markiem. Zdecydowanie najlepiej pracuje mi się nocą, gdy już jest cicho i spokojnie. Do kompletu jeszcze niezbędne cicho brzęczące radio z dobrą, klimatyczną muzyką;
8) spacery. Uwielbiam chodzić, uważam, że nogi są najbardziej genialnym środkiem lokomocji. Nie ma pogody, która mogłaby zniechęcić mnie do pieszej wędrówki. Czasem towarzyszy mi jakaś miła osoba, a czasem - muzyka w słuchawkach;
9) podróże - te małe i duże. Gdybym miała inne warunki finansowe, na pewno spędzałabym każdą wolną chwilę na poznawaniu nowych miejsc;
10) gotować. Kuchnia to moje królestwo. Uwielbiam eksperymentować i poznawać nowe smaki. Nikogo z moich bliskich nie dziwi już, że przez trzy dni piekę maleńkie pierniczki albo do zupy fasolowej dodaję jabłka :-)

Kto się jeszcze nie bawił, a ma ochotę, tego zapraszam do zwierzeń!

A na koniec szybko pochwalę się upominkiem urodzinowo-imieninowym, jaki dostałam dzisiaj od Karolki! Niestety, był to drugi przypadek, kiedy wysłana do mnie przesyłka zaginęła... Bardzo mi przykro z tego powodu, więc podwójnie dziękuję Karolci za uroczy prezent!


Zdjęcie fatalnej jakości, ale za to widzicie, jaką cudną pogodę mamy dziś w Poznaniu - świeci słońce i wieje przyjemny, już typowo jesienny wiatr. Mam nadzieję, że taka piękna jesień potrwa dłużej, gdyż nie zamierzam  jeszcze rozstawać się z sukienkami! :-)

piątek, 13 sierpnia 2010

Zupełnie nieurlopowo...

Odpowiadając na komentarze: nie, nie jestem na urlopie, nie wypoczywam nad morzem :-) W tym roku niestety znów nie mogę liczyć na żaden wypoczynek. Nadal pracuję, ale to nie praca tak mnie pochłania, choć faktycznie ostatnio jestem bardziej zmęczona i mam mniej siły i chęci na siedzenie przed komputerem (na szczęście w pracy mam możliwość korzystania z internetu, więc regularnie do Was zaglądam, nawet, jeśli nie zostawiam po sobie śladu). Trafiło mi się kilka zamówień na kartki i exploding box, więc krótkie popołudnia spędzam przy biurku, a dwa razy w tygodniu jeździmy z Motylem na nauki przedmałżeńskie. Mam mnóstwo zaległych zdjęć do pokazania, nie wiem, kiedy uda mi się to wszystko ogarnąć...

Dziś tylko pochwalę się prezentami, jakie otrzymałam w ostatnim czasie. Pierwszym jest niespodzianka od Dommy - zupełnie bez okazji, za co serdecznie dziękuję! W tej chwili w tym cudownym woreczku przechowuję scrapowe przydasie, ale myślę, że wyląduje w nim tamborek, kanwa i mulina do haftu, który lada moment rozpocznę - dzięki temu woreczkowi bezproblemowo będę mogła przewozić swój mały warsztat :-)


Kolejny prezent to szydełkowa, cudna biżuteria wygrana w candy u Ani. Do wygrania był komplet trzech par kolczyków, ja jednak - zauroczona tą broszką - zapytałam Anię, czy w ramach wygranej zrobiłaby dla mnie taką broszkę w odcieniach brązu, by pasowała do mojego ulubionego sztruksowego żakietu. Ania zgodziła się, a już kilka dni później trzymałam w dłoniach nie tylko cudną brochę, ale i dwie pary pasujących do niej kolczyków! Serdecznie dziękuję! Mój stary żakiet przechodzi drugą młodość ;-)


Trzecia paka to wygrana z candy u JaMajki. Paka, dosłownie - wielka koperta zawierająca trzy przepiękne notesy, ręcznie wykonane przez JaMajkę, oraz mnóstwo przydasiów wszelkiej maści! Jestem wszystkim szczerze zachwycona - notesy stanowić będą genialne zaopatrzenie na nowy, ostatni rok studiów, a przydasie już poszły w ruch (co będzie można zobaczyć w publikowanych w najbliższym czasie pracach). Dziękuję!



Na końcu chcę jeszcze poinformować (choć jestem przekonana, że wszystkie scraperki już o tym wiedzą), że nowo otwarty sklepik internetowy Lemonade zaprasza na wspaniałe, powitalne candy!


Mam straszną ochotę na te piękne papiery i stemple, szczególnie, że moje zapasy zaczynają się kończyć, a w najbliższych tygodniach nie będę mogła sobie pozwolić na żadne scrapowe zakupy :-( Co prawda udało mi się zarobić parę groszy na ostatnich zamówieniach, ale musiałam wydać te pieniądze na dojazd do pracy i jakieś jedzenie... A pierwszą wypłatę prawie w całości musiałam oddać komuś, kto potrzebował jej bardziej niż ja. Cóż, życie... Wierzę, że kiedyś karta się odwróci.

Życzę wszystkim słonecznego weekendu! Mam nadzieję, że czasem ktoś jeszcze do mnie zajrzy, mimo tego, że mnie u Was mniej... Poprawię się! :-)

poniedziałek, 26 lipca 2010

Prezentów moc - z okazji i bez okazji :-)

Muszę chyba wziąć kilka dni urlopu, żeby nadrobić zaległości w publikowaniu notek (a mam co pokazywać, bo ostatnie dni były płodne artystycznie), nie mówiąc o czytaniu Waszych blogów... Z drugiej strony jednak, byłoby mi nieco wstyd wymigiwać się teraz od obowiązków zawodowych: po pierwsze dlatego, że po dwóch tygodniach w nowej pracy z wielkim sukcesem wypracowałam miesięczną normę, po drugie - dziś dostałam od prezesa firmy, w której pracuję, przepiękny imieninowy bukiet. Co tam bukiet - zostałam osobiście wyściskana i wycałowana przez samego pre-ze-sa! ;-)


Przed weekendem dotarła do mnie cudna kartka z życzeniami od kochanej Joli - dziękuję Ci, Jolu, kolejny raz! Od dawna podglądam blog naszego Alojka i jestem oczarowana jej stylem (tak, tak, nie boję się powiedzieć, że Jola ma swój styl pracy!), dlatego zawsze wielkim przeżyciem dla mnie jest otrzymanie jej kolejnej cudownej pracy!


A jeszcze wcześniej dostałam przesyłkę od Zuli - wspaniała niespodzianka, której naprawdę nie mogłam się spodziewać! Koperta zawierała: pocztówkę z Kaszub, wspaniałą serwetkę, zakładkę do książki oraz urocze motylki, które - Zolu, błagam, wybacz! - na potrzeby pewnego pomysłu rozbroiłam do formy kwiatków! ;-) Dziękuję Ci pięknie za ten prezent!


W tzw. międzyczasie dotarła do mnie przesyłka z wymianki książkowej. Lekturę podrzuciła mi Karolka z Pszczółkowa :-) Dostałam od Karoli dwie książki: w ramach wymianki "Dzień zagłady" T. LaHaye'a i J. B. Jenkinsa (ostatnio skończyłam książkę o podobnej tematyce, więc z przyjemnością zagłębię się w kolejną pozycję); a w ramach prezentu, absolutnie nadprogramowego, "Piękną legendę" Eugeniusza Iwanickiego wraz z dedykacją od autora! Wow! Pisałam już Karolce w mailu, że świat jest bardzo mały... Karola mieszka w Łodzi, a autor książki w podłódzkim Łasku. Choć bardzo często przejeżdżam przez Łask, gdy kursuję między Łodzią a Poznaniem, nie spodziewałam się, że ta maleńka miejscowość ma tak ciekawą historię, której literacki wycinek przedstawiony został w tej książce! Wspaniały prezent, dziękuję jeszcze raz! Do książki dołączona była również urocza, iście letnia zakładka oraz kilka herbatek.


W ramach niedawnych urodzin i dzisiejszych imienin dostałam również kilka prezentów od moich najbliższych, m.in. wiosenne korale od Motyla i elegancką bransoletkę od przyszłej teściowej. Jednak z punktu widzenia tego blogu najważniejsza jest rzecz widoczna na pierwszym planie poniższego zdjęcia:


Tak, tak: to moje pierwsze czółenko do frywolitek! Marzyłam o nim od dawna i nawet na liście postanowień noworocznych znalazł się jeden stosowny zapis: 4. Nauczyć się przynajmniej podstaw frywolitkowania (by na kolejne Boże Narodzenie ubrać choinkę w bombki ozdobione koronką). Przyznaję, że dość opornie idzie mi nauka z wykorzystaniem kursów dostępnych w internecie. Stąd moje pytanie:

Czy znajdę w Poznaniu bądź okolicach jakąś miłą panią, która da się zaprosić na kawę i ciacho i pokaże mi podstawy frywolitkowania? Odwdzięczę się na miarę moich skromnych możliwości! Bardzo proszę o pomoc, ponieważ czuję, że powtórzy się sytuacja sprzed roku - wydawało się, że do Bożego Narodzenia zostało duuużo czasu, a tymczasem kilka kartek robiłam dosłownie na ostatnią chwilę...

środa, 16 czerwca 2010

Zapowiedzi przedślubne i płody rolne


Tak, tak... Te piękne stemple oraz czarny tusz ze scrap.comu to pierwszy krok w kierunku podjęcia decyzji co do ostatecznego wyglądu naszych zaproszeń ślubnych :-) A skoro już składałam takie skromne zamówienie, skusiłam się na dwa arkusze przepięknych papierów z kolekcji Victoriana:


Dzięki uprzejmości jednej z łódzkich scraperek, która dołączyła moje zamówienie do swojego, nie tylko zaoszczędziłyśmy na przesyłce, ale również weszłam w posiadanie garści cudownych motyli z dziurkacza MS:


Moniko, dziękuję! Ten dziurkacz od dawna znajduje się na liście moich zachciewajek, może przy okazji powoli zbliżających się urodzin któreś ze scrapowych pragnień zostanie spełnione? ;-)

Pozostając przy temacie prezentów, muszę się jeszcze pochwalić rewelacyjną kartką, jaką otrzymałam od Joli. Jestem pod ogromnym wrażeniem! Jest piękna i elegancka, bardzo romantyczna... Byłaby idealna jako pamiątka ślubna, prawda? Kartka w środku jest pusta, więc mam teraz dylemat: czy zostawić ją sobie i cieszyć się jej urodą, czy uszczęśliwić nią kogoś?


I na koniec... Mamy lato, okres sianokosów i żniw. Oto moje tegoroczne płody rolne:


Oficjalne zakończenie pedagogicznej orki przewidziane jest na 1. lipca - już teraz proszę o trzymanie kciuków! A tymczasem znikam, czas na trening, a później powtórka przed jutrzejszym egzaminem.

wtorek, 4 maja 2010

Prezent od Alojka

Kiedy Jolanta pokazała na swoim blogu przepiękne zakładki pergamano, od razu się w nich zakochałam! Łączą w sobie tak wiele rzeczy, które kocham: książki, do których są przeznaczone, a które pożeram z największą namiętnością, uwielbiany przeze mnie motyw anioła, delikatność wciąż nieokiełznanego przeze mnie pergamano... Dla mnie idealne!

Kiedy więc w ubiegłym tygodniu znalazłam w skrzynce na listy kopertę z niespodzianką od Jolanty, poczułam, jak rosną mi skrzydła :-) Już samo "opakowanie", w której znalazła się zakładka, stanowi prezent piękny sam w sobie... ale zobaczcie sami!





Kartka została pięknie wykończona kwiatowymi motywami 3D - to dla mnie zupełnie nieznana technika, więc odczuwałam podwójną przyjemność z podziwiania i dotykania takiej pięknej dekoracji... A zakładka... aż boję się jej używać! Jest piękna! I w moim ulubionym czerwonym kolorze! Droga Jolanto, z całego serca dziękuję Ci za ten prezent! Będę dbać o aniołka, słowo! :-) I dziękuję też za wszelkie rady dotyczące pergamano, na pewno skorzystam, gdy wrócę do ćwiczeń w tej technice.

A teraz napiszę jeszcze tylko, że tzw. długi weekend majowy (czy on był jakoś szczególnie długi w tym roku?!) minął mi dokładnie tak, jak chciałam: z ukochanym Motylem, bez komputera, bez telewizora, bez pośpiechu. Razem przygotowywaliśmy posiłki, oglądaliśmy ciekawe filmy, godzinami spacerowaliśmy... W ubiegłym roku o tej porze byliśmy w Kazimierzu Dolnym, tym razem zostaliśmy w Łodzi, w moim mieszkaniu. I wiecie co? Wspólny weekend w mieście był co najmniej tak samo udany jak ten ubiegłoroczny!

Ten oderwany od nowoczesnych mediów weekend jest właśnie przyczyną zaległości w czytaniu Waszych blogów. Nawet nie łudzę się, że uda mi się wszystko nadrobić, chcąc jednocześnie czytać bieżące posty. Zauważyłam tylko, że wiele z Was przyłączyło się do majowego wyzwania. Ja oficjalnie nie biorę w nim udziału, ale na dobrą sprawę każdy dzień długiego weekendu przyniósł coś twórczego: tort truskawkowy, zdjęcia kościoła, pyszny domowy obiad czy bukiet ułożony z gałązek kwitnących jabłoni...

Teraz uciekam do kuchni w celu dokonania kilku kulinarnych eksperymentów; jeśli zakończą się sukcesem, na pewno się pochwalę. A potem trening - od tygodnia znów regularnie i intensywnie ćwiczę, dzięki czemu świetnie się czuję, mam więcej energii i lepiej sypiam. Oby tak dalej! I nawet zbliżająca się obrona wydaje się być mniej straszna ;-)

piątek, 23 kwietnia 2010

Jak słodko...

Tak słodko się u mnie zrobiło ostatnio, że chyba będę musiała zrezygnować z ulubionego sernika czy lodów waniliowych... A to wszystko za sprawą cudnych prezentów od Was - wspaniałych, utalentowanych Blogowiczek!

Cukierek nr 1 - kocie wytwory biżuteryjne wygrane w candy u Sarmatix. Piękne kolczyki, które miały swój debiut w parze z zielonym sweterkiem w paski i ulubioną, długą spódnicą oraz zawieszka, która pilnuje mojego portfela - niestety, pieniądze nadal szybko uciekają ;-) Oto cudności otrzymane od Justyny, której serdecznie dziękuję za piękny prezent!


Cukierek nr 2 - przyleciał do mnie już w piątek tydzień temu, jednak dopiero po weekendzie mogłam wybrać się na pocztę i zrealizować awizo. Wyprawa po przesyłkę po prawie 5-godzinnej podróży pociągiem była bardzo dobrą decyzją, bo gdy zobaczyłam tę cudną anielicę wygraną u Arsarnem, wszelkie trudy podróży polską koleją zostały mi wynagrodzone :-)


Podziwiam zdolne ręce Justyny i Agaty - ja ani lepić nigdy nie potrafiłam, ani z szyciem nie radzę sobie najlepiej. Tym bardziej się cieszę, że teraz mogę codziennie cieszyć się takimi cudnościami! Dziewczyny, jeszcze raz pięknie dziękuję za prezenty!

A poza wygranymi cukierkami dostałam również od nowo poznanej w blogowym świecie Barbarki garść przecudnych guziczków z motylkami:


Basia jest bardzo tajemniczą osobą, ponieważ na kopercie nie podała swojego adresu zwrotnego, a chciałam odwdzięczyć się jakimś podarkiem... Na szczęście udało mi się wymusić od niej adres ;-) Teraz mogę więc nie tylko słownie podziękować jej jeszcze raz za prezent, ale i podarować coś od siebie, co strasznie mnie cieszy! I zapraszam wszystkich do lektury jej bloga - Basia tworzy fantastyczną biżuterię oprawioną szydełkiem, polecam serdecznie!

wtorek, 2 lutego 2010

Prezent od Agaty

Kiedy wczoraj wieczorem wybrałam się na pocztę, by odebrać zaawizowaną przesyłkę, jeszcze niczego się nie spodziewałam. Wiedziałam, że ma być to paczka od Agaty, która obiecała podzielić się ze mną czymś, czego ja nie mogłam nigdzie dostać, ona miała w nadmiarze, a obie zamierzamy wykorzystać to do tego samego projektu... Brzmi tajemniczo? Cóż, za kilkanaście dni napiszę więcej na ten temat.

Wracając do sedna sprawy. Ledwo zamknęły się za mną drzwi urzędu pocztowego, a ja już rozerwałam kopertę. Zawierała ona, oprócz tego, na co czekałam, taką oto niespodziankę:

 
  
  
  
  
  
  

 Na widok tego cudeńka ogarnęło mną wzruszenie... Ostatnie dni były dla mnie dość ciężkie,  dopadło mnie sporo kłopotów, brakowało mi mojego Motyla, który mieszka bardzo daleko ode mnie... A tu taka wspaniała niespodzianka! Teraz w każdej chwili będę mogła poprawić sobie nastrój, sięgając po ten albumik!

A na czym polega jego wyjątkowość? Składa się na nią kilka elementów. Po pierwsze, oczywiste - uwielbiam herbatę, więc ten rodzaj recyklingu jak najbardziej pasuje do mnie. Po drugie - Agata wybrała zdjęcia z cudownego wyjazdu do Kazimierza Dolnego, który był kilkudniowym, majowym świętowaniem rocznicy mojego związku. Po trzecie - zdjęcia zostały ułożone w rytm jednej z moich ulubionych piosenek Czerwonych Gitar! Agatko, kolejny raz bardzo, baaardzo dziękuję!

Kto nie zna "Historii jednej znajomości", niech kliknie tutaj, a kto chce pochwalić autorkę tego cudownego, herbatkowego albumiku, niech zajrzy tu!

A tymczasem krótka zapowiedź tego, co za chwilę zajmie moje ręce. Mam pełno pomysłów w głowie, następny egzamin na uczelni dopiero za trzy dni, mogę więc spokojnie popracować z moim natchnieniem.


 
 

niedziela, 24 stycznia 2010

Candy oraz banały hafciarskie

Wreszcie mam okazję zaprezentować wylosowane u Ipsy candy! Nie udało mi się zrobić lepszych zdjęć - nowo nabyty aparat (powtarzam: nowo nabyty - nie oznacza to, że nowy) niewątpliwie ma spore możliwości, niestety pośpiech wywołany wyczerpującymi się akumulatorkami nie posłużył jakości fotek... Ale wracając do tematu: wygrałam u Ipsy cudowną niespodziankę: zawieszkę do telefonu oraz broszkę wykonaną z kaboszonu! Kaboszonowa biżuteria Ipsy zainteresowała mnie już wcześniej, co pewnie sama Autorka może potwierdzić, była bowiem zmuszona odpowiadać na moje natrętne maile dotyczące tej techniki... Tak czy siak: Ipso, serdecznie dziękuję za wspaniały prezencik! Broszka świetnie się nosi na moim ulubionym czarnym sweterku!


 

 

 



Zawieszka nie zawiśnie przy moim telefonie, gdyż nowo nabyty aparat komórkowy (powtarzam: nowo nabyty - nie oznacza to, że nowy) nie posiada żadnego "punktu zaczepienia". Znalazłam już dla niej inne miejsce - będzie zdobiła mój portfel!

Ponieważ zrobione przeze mnie zdjęcia broszki są bardzo nieczytelne, a zdecydowanie jest to rzecz warta pokazania, postanowiłam w tym miejscu zrobić Ipsie darmową reklamę: zapraszam więc wszystkich, którzy chcą się zapoznać z Ipsowymi kaboszonami tutaj - klik!

Chciałam jeszcze pokazać, co obecnie haftuję, a raczej czego nie haftuję zbyt regularnie z powodu ograniczonych zasobów czasowych... Tu znów wspomnieć muszę o Dommie, u której nie tylko wygrałam candy z kanwą i muliną, ale i znalazłam inspirację na niewielki, ale uroczy obrazek - mam tu na myśli wyhaftowaną przez Mamę Dommy "Maryjkę", którą obejrzeć można tutaj - klik! Domma była tak miła, że udostępniła mi schemacik. Niestety, praca - choć bardzo przyjemna - idzie mi pooowoooliii...


Kiedy już uporam się z rysunkiem, zamierzam obszyć kontury postaci cieniutką złotą nitką, a całość oprawić w prostą, surową, drewnianą ramkę i powiesić na ścianie nad łóżkiem. Uświadomiłam sobie bowiem niedawno, że w moim mieszkaniu nie ma żadnego religijnego motywu - ale chyba nie ma czemu się dziwić, skoro właścicielem mieszkania jest buddysta...

Ponadto dziś w nocy, gdy o godzinie 02:00 skończyłam się uczyć, wyhaftowałam szybciutko maluśki obrazek "Hello Kitty":


Ponieważ spędzam weekend u rodziców, mam pod ręką tylko czarną mulinę, dlatego też powstały tylko kontury. Jutro wrócę do siebie, wtedy też wypełnię kontur serca i kokardki czerwoną muliną. Mam pomysł, by połączyć nitki czerwonej muliny z jedną cienką, złotą niteczką; ciekawa jestem efektu końcowego. "Hello Kitty" trafi na walentynkową kartkę albo zakładkę do książki, w zależności od natchnienia.

Jednocześnie cały czas haftuję tańczącą parę z tego schematu:


Bardzo podobają mi się jednokolorowe wzory, dodatkowo traktuję je jako ćwiczenie się w technice - wszak krzyżyki zajmują mnie dopiero od grudnia i nie mogę im poświęcić tyle czasu, ile bym chciała! Po sesji  natomiast zamierzam zabrać się za metryczkę - żona przyjaciela mojego Motyla jest w ciąży, chcę więc przygotować dla nich taki drobny upominek. Jeżeli posiadacie schematy metryczek urodzinowych, chętnie przygarnę, gdyż jeszcze nie zdecydowałam się na żaden konkretny wzór!

Chcę jeszcze pokazać prześliczne pudełeczko, które dostałam od mojej siostra w ramach rekompensaty za potłuczony przez jej córeczkę świecznik, który to dostałam w prezencie gwiazdkowym od przyjaciółki. Oczywiście nie gniewam się na moją siostrzenicę, w końcu wszyscy byliśmy dziećmi i niejedno mamy na sumieniu... Ale pudełeczko, w które pierwotnie była zapakowana jakaś filiżanka, przyjęłam z radością - zamierzam w nim przechowywać jakieś scrapowe przydasie!



 

 

Na koniec dwie krótkie informacje.

Po pierwsze - w tym tygodniu zamierzam zakończyć prace nad prezentem w ramach walentynkowej wymiany organizowanej przez Ulę, w przyszłą niedzielę przygotuję coś słodkiego do kawy i 1. lutego paczka wyruszy w świat! Miałam pewne trudności z zadecydowaniem, co też mogłabym przygotować wylosowanej dla mnie osobie - ale o tym opowiem za jakiś czas, gdy już przesyłka trafi do adresata.

Po drugie - wygrałam dziś rano urodzinowe candy u Asicy.P! Chyba mam wyjątkowe szczęście, gdyż to już druga wygrana u niej. Nie mogę doczekać się listonosza, który przyniesie mi to cudo - klik!

Ps. Cyrylla oraz Ivonn zapraszają do siebie po cukierki!