~ ZAWIESIŁAM SIĘ ~
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PIERWSZE PRÓBY. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PIERWSZE PRÓBY. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 stycznia 2013

Terapeutyczny magnes

Dzisiaj chciałam tylko pokazać mój pierwszy magnes na lodówkę, który zrobiłam zainspirowana kursem Karmeleiro na blogu Studia75. To była szybka akcja - zobaczyłam ten post, kupiłam dwa arkusze magnetyczne i gdy tylko odwiedził mnie listonosz, zrobiłam swój optymistyczny magnes. Pomyślałam, że to świetna forma arteterapii na ponure dni...


Ostatnio znów nachodzi mnie taka refleksja, że jestem typem człowieka, który chciałby spróbować swoich sił we wszystkim, przez co nie będzie najlepszym w niczym. Cóż, ilość albo jakość - nie wiem, czy dobrze wybrałam...

środa, 23 stycznia 2013

Kolejny debiut - Bransoletka Shamballa

Nie byłabym sobą, gdybym nie spróbowała czegoś nowego :-) Bransoletki Shamballa są bardzo popularne i w internecie bez trudu można znaleźć różne tutoriale - ja musiałam wspierać się kilkoma, więc nie będę żadnego konkretnego linkować. Najpierw odnalazłam w szufladach sznurek woskowy, który wygrałam kiedyś w candy, potem poćwiczyłam splot makramowy, aż w końcu uplotłam całość. Nie jest idealna, ale udało mi się zrobić regulację długości. I na pewno będą kolejne! Mam tylko pytanie: czy możecie doradzić mi, gdzie najbardziej opłaca się zamawiać sznurki woskowe? Będę wdzięczna za podpowiedzi.


niedziela, 6 stycznia 2013

Moje pierwsze kusudamy

Popołudnia spędzane na nauce, a wieczory przy ulubionym serialu. Nie lubię biernie oglądać telewizji, zawsze w tym czasie wykonuję dodatkowe zajęcie: prasowanie, gimnastyka albo robótki ręczne. Tym razem spróbowałam swoich sił w kusudamie. Zaczęło się niewinnie, od jednego kwiatka sklejonego z czystej ciekawości. Potem powstały kolejne płatki, kolejne kwiatki... W końcu, nie bez problemów i poprawek, skleiłam swoją pierwszą kusudamę. A dwa dni później drugą, większą. Na pewno nie ostatnią :-)



czwartek, 3 stycznia 2013

Pierwsze filcowe broszki

Witajcie w nowym roku :-) Zacznę go od zdradzenia tajemnicy, o której pisałam przy okazji relacji z warsztatów rękodzieła. Zafascynowałam się filcem w arkuszach i oczyma wyobraźni widzę dla niego mnóstwo zastosowań. Kiedy usiadłam nad arkuszami, które dostałam na mikołajki, do głowy przyszły mi broszki. Pokombinowałam i opracowałam swój sposób na broszki - kwiaty. Tak bardzo się w nie wkręciłam, że od razu powstało ich kilkanaście. Bardzo przyjemna jest ta praca i jedyne, co mnie ogranicza, to dostępność specjalnych agrafek w mojej pasmanterii - w grudniu wykupiłam wszystkie, ale czekam na świeżą dostawę. Nie mogę się doczekać, bo wypatrzyłam w sieci kilka innych pomysłów na broszki i mam ochotę poeksperymentować i nauczyć się czegoś nowego :-)







Ponieważ w styczniu  mam egzaminy zawodowe, postanowiłam, że będzie to miesiąc, w którym nie będę zaczynać żadnych nowych prac, a skupię się na wykończeniu tych zaległych. Mam tu na myśli głównie moje pierwsze próby decoupage - wiele prac czeka na lakierowanie. Oczywiście pamiętam o Dniach Babci i Dziadka, niedługo zobaczycie kartki na tę okazję :-)

wtorek, 31 lipca 2012

Pierwszy wianek

To musiało się stać. Nie mogłam dłużej pozostawać obojętną w tym temacie. Na blogach wnętrzarskich pełno cudownych wianków. Jak mogłabym sobie odmówić? Rozumiecie doskonale, jak to jest... Widzę coś i po prostu się zakochuję. I tak powstał mój pierwszy wianek, który zawisnął pod kinkietem w salonie. Pewnie powstałoby ich więcej, gdyby nie to, że kupiłam ostatnią styropianową bazę. Ale spokojnie, w poniedziałek będzie dostawa. I spacer po jarzębinę :-) Tymczasem szybko wrzucam zdjęcia i uciekam do kuchni, gdzie gotuje się ketchup, który czeka na pasteryzację. Spokojnego wieczoru życzę!

Ps. A może domowa pizza kebab na kolację? Oczywiście tylko dla tych, którzy nie liczą kalorii ;-)



poniedziałek, 2 lipca 2012

Pierwsze kroki w quillingu

Zestaw startowy do quillingu (paseczki, igłę oraz szablon do kółek) kupiłam jeszcze w ubiegłym roku, zamierzając stworzyć gwiazdki do bożonarodzeniowych dekoracji. W związku z remontem domu wiele hobbystycznych planów musiałam odłożyć na później, a plan quillingowy, jak widać, musiał czekać ponad pół roku na realizację. Tak więc wczorajszego wieczoru, oglądając jednym okiem finał Euro 2012 i popijając zimną wodę z cytryną i owocowymi kostkami lodu, postanowiłam potrenować. Na razie skręciłam  zaledwie kilka kółek w różnych rozmiarach i kolorach i ułożyłam z nich na kartce luźną kompozycję:


Czy wkręcę się w kręcenie? Obawiam się, że to może być zakręcone uzależnienie ;-) Będę ćwiczyć dalej i spróbuję powalczyć z kompozycją, bo brak mi tej ważnej umiejętności, ale przede wszystkim muszę zaopatrzyć się w paseczki w kolorystyce innej niż bożonarodzeniowa. Cóż, będę musiała sprawdzić, jak działa w moim biurze niszczarka do papieru...

czwartek, 12 kwietnia 2012

Pierwsze pisanki decoupage

Jak już pisałam wcześniej, w tym roku przygotowania do Świąt były trudne i mało radosne. Kompletnie nie miałam głowy do przygotowania kartek świątecznych czy jakichkolwiek dekoracji. Ale jeszcze przed śmiercią taty kupiłam w małym kiosku trzy jajka ze styropianu, zakładając, że spróbuję swoich sił w decoupage. Nie chciałam kupować ich więcej, bo bałam się, że nie zdążę z nimi za wiele zrobić, jak to było z bombkami przed Bożym Narodzeniem - w sumie niewiele się pomyliłam... Pomyślałam jednak, że muszę działać i powinnam robić cokolwiek, więc w wielkim pośpiechu, w dwa wieczory przed wyjazdem do rodzinnego domu, stworzyłam moje pierwsze pisanki.

Nie było to proste. Jajka nie były idealnie gładkie, więc nawet kilkukrotne pokrycie ich farbą akrylową nie wyrównało dobrze ich powierzchni. Jako bazy użyłam białej farby wymieszanej z odrobiną ochry, dzięki czemu osiągnęłam barwę naturalnej skorupki jajka. Niestety, dopiero po ukończeniu i polakierowaniu pisanek okazało się, że ten wzór lepiej prezentowałby się na tle innego odcienia bieli (może śmietanka albo kość słoniowa?). Natomiast samo naklejanie motywu z serwetki na obłą powierzchnię powodowało marszczenie się wzoru i nie było to zbyt łatwe do pokonania dla takiego laika jak ja. Efekt można zobaczyć poniżej. Każda rada mile widziana!




W tle ostatniego zdjęcia widzicie moją małą uprawę ziół. Gotowe zestawy do wysiewu zakupiłam w IKEI. Kolendra rośnie jak szalona, tylko oregano coś się buntuje...

poniedziałek, 28 lutego 2011

Pierwsza kopertówka

A raczej powinnam napisać: pierwsza udana kopertówka. Udana, tzn. dobrze i równo złożona. Poprzednia próba skończyła się czymś, co nawet w moich nieobiektywnych oczach nie chciało przypominać prostokąta. Papier tak ozdobny, że nie chciałam nadużywać dodatków, choć teraz myślę, że skoro to kopertówka ślubna, to spokojnie mogłam poszaleć. Następnym razem...



Chcę jeszcze przeprosić wszystkich uczestników mojego candy, ponieważ dzień losowania przesunie się z przyczyn ode mnie niezależnych. W związku z tym informuję, iż zapisywać się można do 7. marca, a uroczyste losowanie odbędzie się 8. marca, w dniu naszego cudownego święta Przepraszam za zmiany i zapraszam jeszcze do zapisywania się, tym bardziej, że przy obecnej liczbie zgłoszeń i wciąż rosnącej liczbie obserwujących przewiduję dodatkowe nagrody! :-)

sobota, 5 lutego 2011

Nikoś słodki jak cukierek - pierwszy album

Tyle razy pisałam na blogu o tym, że chciałabym odważyć się zrobić pierwszy album na zdjęcia, że w końcu nie pochwaliłam się, że wykonałam już dwa! Obydwa albumiki (zdrobnienie konieczne ze względu na niewielkie gabaryty) zamawiała moja siostra i były one prezentami dla jej blogowych koleżanek z grona młodych mam. Dziś pokażę pierwszy z nich, wykonany chyba jeszcze w wakacje. Bohaterem jest mały Nikodem. Zdjęcia kiepskiej jakości, pamiętam, że były zrobione na szybko, tuż przed oddaniem albumu, aparatem w telefonie komórkowym. Oczywiście ten albumik ma mnóstwo niedociągnięć, ale bardzo się starałam. Jednakże wszelkie rady i konstruktywna krytyka zawsze są tu mile widziane!







Zapraszam do obejrzenia zdjęć w powiększeniu (wystarczy na nie kliknąć), opisy fotek umieszczonych w albumiku układają się w rymowaną historyjkę o Nikosiu. Album bardzo podobał się mamie chłopca, Marcie, więc najważniejszy cel został osiągnięty!

Niedługo pokażę Wam albumik o małej Ali, a tymczasem biegnę do swoich zajęć - na dziś zaplanowałam dokończenie ostatnich w tej sesji prac zaliczeniowych, wykonanie zamówionych kartek waletynkowych, pieczenie muffinek z wiórek kokosowych i cytrynowych pozostałych po robieniu likierów oraz... coś zupełnie nowego, craftowego, co staje się coraz większym blogowym trendem, więc i ja postanowiłam spróbować :-) Ale o tym następnym razem... Udanej soboty dla wszystkich!

wtorek, 14 grudnia 2010

Skarbonka nr 1 - dla Piotra

Kiedyś w czasie przerwy w pracy przeglądałam rękodzielnicze blogi. Moja szefowa, przechodząc obok mnie, zerknęła w monitor mojego komputera i zachwyciła się kieszonkowcami Agnieszki! Poprosiła, bym na bazie tego pomysłu zrobiła dla jej narzeczonego pudełko-skarbonkę. Miałam sporo wątpliwości - kieszonkowce to projekt autorski Agnieszki, z drugiej strony skarbonka według wskazówek mojej szefowej nie miała być pudełkiem, w którym daje się komuś pieniądze w prezencie. W końcu jednak zrobiłam moją pierwszą skarbonkę! Nadal pełna wątpliwości, napisałam maila do Agnieszki, w którym wysłałam zdjęcia mojego exploding box oraz pytanie o pozwolenie na publikację. Bardzo szybko dostałam pozytywną odpowiedź, za co serdecznie dziękuję!

 



sobota, 24 lipca 2010

LO, cardlift i fioletowe kolczyki

Nazbierało się zaległości! Nie dam rady pokazać wszystkiego w jednym poście, ale zapowiada się kilka hurtowych wpisów!

Duże formaty nieco mnie przerażają. Może to jakiś kompleks, bo sama nie należę do najmniejszych ;-) Ale naprawdę interesujące multi-wyzwanie zorganizowane przez Scrapujące Polki zmobilizowało mnie do postawienia pierwszego kroku w tym temacie. Oczywiście nawet nie śniłam, by wygrać ten konkurs, zdawałam sobie sprawę, z jakimi Scraperkami (tak, tak, przez duże "s"!) staję w szranki! Serdecznie gratuluję wygranym: Arine, Tores oraz Małgorzacie, wielkie brawa dla Was! Nie mniej jednak wiele radości dało mi tworzenie mojego pierwszego LOsa i - choć do doskonałości mu daleko - efekty podobają mi się na tyle, by podejmować kolejne próby w tym temacie! Poniżej kilka zdjęć. Na temat: Gdy nie ma mnie dla nikogo - odpowiedziałam: poezją wiosny oddycham...






Ponadto już dość dawno temu odważyłam się zrobić cardlift cudownej kartki gratulacyjnej Magdy Matraszek. Magda bawiła się kolorem niebieskim, a ja postawiłam na róż. Miało być dziewczęco i chyba jest, prawda?


A na koniec jeszcze trzy pary fioletowych kolczyków, jakie zrobiłam w ubiegłym tygodniu na rzecz akcji Artyści Dzieciom - zapraszam serdecznie do zaglądania i kupowania fioletowych wytworów!


Chciałabym jeszcze pokazać kilka kartek i prezentów, jakie otrzymałam, zdać relację z wymianki książkowej, uzupełnić od dawna nieaktualizowany blog kulinarny... ale nowa praca, choć nie jest bardzo obciążająca fizycznie, zabiera mi dużo czasu i dużo energii. Codziennie czytam książki, prawie codziennie coś tworzę, ale na ulubiony sport, pisanie pracy magisterskiej czy komentowanie Waszych blogów brakuje już sił. Mam nadzieję, że w najbliższych dniach uda mi się to wszystko nadrobić!

czwartek, 13 maja 2010

Słoik na myśli #9

W Imaginarium Druga Szesnaście zaproponowała nam w ramach piątkowego słoika przepis na szybki kolaż. Nie jestem zbyt dobra w takich spontanicznych działaniach, wrodzony perfekcjonizm każe zastanawiać mi się nad każdym ruchem, ale naprawdę starałam się wyłączyć myślenie. Kolaż stworzył się w kwadrans, tylko przyklejenie rozłożonych już elementów miało miejsce poza czasem. Przekroczyłam też dozwoloną liczbę elementów, ale mam nadzieję, że zostanie mi to wybaczone. Oto mój pierwszy w życiu kolaż, powstały na bazie grudniowego "Bluszczu":


Kolaż chyba o mnie. Ostatnio ciągle jestem śpiąca, próbuję pobudzać się kawą, a im więcej kawy, tym większe zamieszanie w głowie...

Ten kolaż dedykuję Agacie, która śmiała się ze mnie, gdy powiedziałam jej, że żal mi pociąć ulubione gazety - na potrzeby tego wyzwania zrobiłam to pierwszy raz! :-)

poniedziałek, 26 kwietnia 2010

Pierwsze scrapuszka

Poważnie podejrzewam siebie samą o syndrom niecierpliwych rąk... Definiuję w ten sposób trudny do wytłumaczenia pęd do nowości i eksperymentów. Taki wewnętrzny nacisk: zrób, spróbuj, zmierz się z tym, działaj... Pewnie wiele z Was zna to doskonale z autopsji, prawda? :-) Mam tylko nadzieję, że jest to choroba nieuleczalna.

W ramach cyklu "mój pierwszy raz", popychana do działania ową wewnętrzną energią, wytworzyłam moje dwa pierwsze scrapuszka. Na blogach i forach jest ich pełno, ja jednak nie korzystałam z żadnego konkretnego kursu, po prostu zmierzyłam notes, jaki posiadałam, i odpowiednio pocięłam papiery. Przyjemna, szybka praca! Oto jej efekty:





Moje scrapuszka są skromnie ozdobione, gdyż wydaje mi się, że nadmiar dodatków to nie jest dobry pomysł w przypadku notesu, którego przeznaczeniem jest poniewieranie się w damskiej torebce ;-) Poza tym cierpię na chroniczny niedobór kwiatów (tu sytuacja nieco się poprawiła po otrzymaniu candy od Anulki) i ćwieków, mam nadzieję, że w końcu uda mi się zrobić choć skromne zakupy. Planuję to co miesiąc i co miesiąc pojawiają się ważniejsze wydatki, liczę więc na trochę szczęścia w maju!

poniedziałek, 12 kwietnia 2010

Koszyczek z mydła

Dawno temu (jak to dziwnie brzmi, gdy ma się niecałe 23 lata) moja mama dostała taki koszyczek w prezencie. Niestety, zaginął, zanim zaczęłam interesować się robótkami ręcznymi. Kiedy więc zupełnie przypadkiem odnalazłam w sieci ten kurs Oli, byłam pewna, że spróbuję. I stało się to dzisiejszego popołudnia:


Oczywiście zdaję sobie sprawę, że turkus z fioletem raczej się gryzie, ale te wrzosy były jedynym kwieciem, jaki posiadałam w mieszkaniu, a zależało mi na pokazaniu mojego pierwszego koszyczka. Jak tylko zdobędę lepsze kwiaty, poprawię tę kompozycję.

Ale wracając do samej techniki: koszyczek robi się bardzo lekko i przyjemnie (szczególnie, jeśli używa się aromatyzowanego mydła, moje jest truskawkowe). Nie przypuszczałam, że szpilki wbija się w mydło tak lekko. Należy uważać, by szpilek na dole i na górze było tyle samo (u mnie niestety jest różnica dwóch szpilek, przez co musiałam kombinować podczas owijania) oraz by były wbite w odpowiedniej odległości od siebie. Co to jest odpowiednia odległość? Chyba nie ma na nią wzoru matematycznego, wszystko zależy od szerokości wstążki, której użyjemy (u mnie 6 mm) - jeśli szpilki będą wbite za rzadko, mydło będzie widoczne spod wstążek; jeśli za gęsto, przewlekanie wstążek będzie trudne.

Już mam plany na kolejne próby, na pewno będę relacjonować moje poczynania na bieżąco. Jeśli zajrzy tu ktoś bardziej doświadczony w tej technice, będę bardzo wdzięczna za wszelkie rady!

wtorek, 23 marca 2010

Moje pierwsze ATC

Na wielu blogach spotkałam się z ATC. Obserwowałam, jak dziewczyny chętnie biorą udział w wymiankach ATC i trochę im pozazdrościłam. Tym bardziej, że wydawało mi się, że tworzenie takich małych karteczek to lekka i czysta przyjemność. Nie do końca jednak miałam rację...

Postanowiłyśmy z Agatą poćwiczyć robienie ATC. I dopiero kiedy wzięłam do ręki mały kartonik, przekonałam się, że ciekawe pokazanie tematu na takim tycim formacie wcale nie jest proste! I ja chyba nie podołałam temu zadaniu... Mimo tego pokażę moje pierwsze ateciaki, niech będą przestrogą dla innych, jak NIE interpretować tematu ;-)

ATC #1 - "Co mi w duszy gra...". To temat Agaty, a jej interpretacje można zobaczyć tutaj. Ja przygotowałam dwie identyczne karteczki, na propozycję Agaty odpowiadając: WIOSNA!


ATC #2 - "Ptaki". To temat zaproponowany przeze mnie. Z papieru, który wykorzystałam do wielkanocnej karteczki w Grze w kolory #14 Mamuty, zostały dwa ptaszki, które same przyleciały na kartoniki. Moja odpowiedź na temat: PTASIE RADIO:



Kolejne tematy w naszej kameralnej wymiance ATC już na warsztacie, więc pilnie uczę się dalej ateciakować. Wszelkie rady w tej materii mile widziane!

* * * * *

EDIT!

Moi Drodzy! Zapraszamy na ateciakowe ćwiczenia!

Pomyślałyśmy z Agatą, że może znajdzie się w blogowym świecie jakaś zagubiona dusza, która - podobnie jak my - jest zielona w temacie ATC, a chciałaby poćwiczyć tę skromną w swym gabarycie technikę. Jeśli tak, to zapraszamy! Zapewniam, że zabawa z nami jest sympatyczna i niestresująca.

Zasady są proste - po kolei każda z nas proponuje wybrany przez siebie temat, po czym przygotowujemy tyle kart, ilu jest uczestników. Czy będą to karty identyczne, czy też każdy egzemplarz będzie inny, to już decyzja indywidualna. Terminy są za każdym razem ustalane na drodze demokratycznego głosowania, a wszystko po to, by każda z nas miała odpowiednio dużo czasu na pracę. Po zrealizowaniu kilku tematów wspólnie ustalimy szczegóły co do rozdzielenia i wysłania kart.

Jeżeli udało mi się kogoś zachęcić, to zapraszam po szczegóły:
do mnie: pasje.anny@gmail.com
lub do Agaty: magia.tworzenia@gmail.com


Czekamy na Was do 28. marca :-)

wtorek, 9 marca 2010

Candy od Barbary i pierwsze jajka - karczochy

W piątek popołudniu znalazłam w mojej skrzynce awizo, więc w sobotę rano pobiegłam na pocztę, żeby zaspokoić moją ciekawość (cały piątkowy wieczór trajkotałam mojemu Motylowi: ciekawe, co to?, ciekawe, od kogo?). Miły pan w okienku wydał mi pokaźnych rozmiarów paczkę... Nie pasowała mi ona do tego, czego ewentualnie mogłabym się spodziewać. Nie zamknęły się za mną jeszcze drzwi poczty, a ja już drżącymi rękoma rozdzierałam papier i walczyłam z taśmą klejącą. Paczka okazała się być wygranym u Barbary candy! Jednak zawartość pudełka powaliła mnie na kolana...  Poza cudnym aniołkiem robionym na szydełku, który był oficjalną nagrodą w candy, dostałam również dwa jajeczka i piękne przydasie!


O takim aniołku marzyłam od dawna. Szydełkiem uczyniłam kiedyś tylko jeden prosty szalik, który od dnia wykonania aż do teraz leży zapewne na dnie szafy w domu moich rodziców. Takie cuda jak ten anioł to poziom zaawansowany szydełkowania, więc dla mnie - nieosiągalny (przynajmniej nie teraz). Babcia mojego narzeczonego robiła kiedyś takie aniołki, ale z racji jej wieku nie śmiałam prosić o taki prezent, więc ta wygrana to dla mnie naprawdę ogromna radość!

Dlaczego zostałam obdarowana prezentami "ponadprogramowymi", mogę się tylko domyślać. Zachwycałam się nad jajeczną produkcją Barbary, a wcześniej podziwiałam zrobiony przez nią piękny album na chrzest. Zielone jajo jest już cudnie ozdobione, białe mogę udekorować według swojego uznania - gdy zabiorę się za wielkanocne dekoracje, na pewno pokażę, jak się prezentują w całości. Przydasie zaś mają zachęcić mnie do zrobienia swojego pierwszego albumu - nie wiem, czy się na to odważę, ale w kwietniu będę gościem na chrzcinach pewnego małego Nikodema, więc dzięki tym skarbom będę mogła przygotować dla niego piękną pamiątkę.

Basiu, cóż ja mam długo mówić... Serdecznie Ci dziękuję! Zachwycam się nad Twoimi umiejętnościami, szczególnie tymi w dziedzinie szydełka, które jest mi obce, więc cieszę się, że teraz będę mogła zachwycać się również nad Twoimi dziełami! :-)

Chcę jeszcze pokazać coś, co już wcześniej zapowiadałam. Naoglądałam się w grudniu bombek-karczochów, a ponieważ brakło już czasu na ich przygotowanie, postanowiłam przed Wielkanocą odpowiednio wcześniej podjąć próby w tej technice zdobienia. Niedzielne popołudnie zaowocowało takimi dwoma - pierwszymi! - jajkami-karczochami:


Wydaje mi się, że są całkiem przyzwoite jak na moje pierwsze karczochy, ale posiadam jeszcze osiem jajek ze styropianu, nie zamierzam więc ustawać w ćwiczeniach!

A na zakończenie - prezent, jaki dostałam z okazji Dnia Kobiet. Wbrew wszelkim pozorom ten prezent jest romantyczny. Po pierwsze dlatego, że uwielbiam rośliny w każdej formie. Po drugie - doniczkowy kwiat jest dowodem na to, że jednak ostatnio mój Motyl słuchał uważnie mojego marudzenia na temat tego, że jakoś pusto w mieszkaniu, że chciałoby się więcej zieleni... :-)